niedziela, 07 lutego 2010
Zima w pełnej krasie. My się czasem zimy nie boimy i na sanki wychodzimy: i kaczuszki dokarmiamy Po resztę zdjęć zapraszamy do galeri 2 Każdy chyba wie, że ząbki trzeba myć. Trzeba myć starannie i dokładnie. Każdy to wie, poza moim Synem Starszym. Na widok mnie + szczoteczki do zębów wpada w histerię. Połączoną z rzucaniem się na ziemię i okrzykami NIE NIE. Pewnie pomyślicie, a czemu taki duży chłopczyk sam tych ząbków nie umyje? Otóż dlatego, że jego mycie zębów polega na włożeniu szczoteczki pod kran, nałożeniu pasty i... włożeniu szczoteczki pod kran celem spłukania pasty, odłożeniu szczoteczki do kubeczka. Brakuje środkowego elementu mycia zębów, prawda? Jak już wreszcie głucha na protesty Syna, zabiorę go do łązienki, postawię przed faktem dokonanym i umywalką, jak już uporam się z nałożeniem pasty na szczoteczkę i utrzymaniem Syna o konsystencji płynnej, usiłującego upłynnić się z łazienki, jak już wreszcie uda mi się włożyć szczoteczkę do buzi, to Syn zaciska zęby na szczotce i co? Tak zwana d...pa. Bo szczęki ma silne jak bulterier... A Syn Młodszy może się pochalić kolejnym pięknym ząbkiem - tym razem na świat i światło dzienne wychynęła lewa dwójeczka, a już w kolejce czeka prawa dwójeczka. Jakoś nietypowo te ząbki mu idą...
niedziela, 24 stycznia 2010
Trochę nastraszył i wymęczył mnie (szczególnie nocą) syn młodszy. Bo kasłał potwornie, aż kaszel go budził, więc płakał. A jak płakał, to trzeba było wstać, ululać, uspokoić i odłożyć do łóżeczka. Nie pomagał stodal, mokry ręcznik na kaloryferze (swoją droga musimu kupić nowy nawilżacz - stary wyzionął ducha), podnoszenie materacyka. POjechał zatem Tata do lekarza, zawiózł Jeremiego. I co się okazuje? To ząbkowanie... Nawał śliny powoduje, że dziecko się krztusi, od krztuszenia podrażnił gardziołko, stąd dodatkowo kaszel. No i lekka infekcja wirusowa zrobiły swoje. Ale, odpukać, jest coraz lepiej. Kropelki sinupret i stodal robią swoje. A kaszel jakby mniejszy i rzadszy. No i noce przespane :) nasza zima zła. No kurcze zaczynam tęsknić do wychodzenia z domu. Bo jak na razie siedzimy uwięzieni w domu. Mróz ścisnął teraz taki, że hej, a wcześniej gdy sypało, nie sposób było przepchnąć wózka przez zaspy śniegu jedną ręką, drugą trzymając sya starszego. Wychodziliśmy więc w weekendy, kiedy to Tata był w domu. No ale w ten weekend mróz jest taki, że się odechciewa nos wyściubiać z domu. A zima piękna. Śnieg, słonko. Nic tylko szaleć na sankach...
niedziela, 17 stycznia 2010
Jeremi nauczył się siedzieć. Siedzi sam, potrafi nawet dość długo, chwieje się tylko troszkę, ale używa do zabawy obu rączek, nie podpiera się. Siedzi. Ale siedzi TYLKO i WYŁĄCZNIE sam i samodzielnie, kiedy wie, że ma oparcie w osobie mamy, taty lub poduszek. Kiedy poczuje się niepewnie składa się jak scyzoryk i na tyle. Może siedzieć poł dnia na podłodze między nogami rodzica, nawet ich nie dotykając, ale kiedy te nogi znikają, dziecku zanika zdolność siedzenia. Dzieci zaskakuję mnie coraz bardziej. Czego to mały człowiek nie wymyśli, żeby "uwięzić" rodzica koło siebie :) A skoro już o siedzeniu mowa, Syn Młodszy śmiało może powiedzieć, jak siedziałem ostatnio w wannie... No z tą wanną to na razie lekka przesada, bo w tej roli - miska, ale z siedzeniem to całkowita prawda :) To jest przedszkole naszym marzeń i snów I modlić się zaczynamy, żeby Mikołaja do niego przyjęli, bo jest to jedno z najbardziej obleganych przedszkoli w Warszawie. Czemu? Bo mają pomysł na dziecko, bo na wiele pozwalają i bardzo wspierają rozwój maluchów. Szczególnie takich maluchów jak Mikołaj, czyli z problemami. Jest jedna mała szansa, szansa że kiedy dostaniemy zaświadczenie z Instytutu Matki i Dziecka, że dziecko jest wspierane poprzez Program Wczesnego Wspomagania Rozwoju, jak dostaniemy te wszystkie wyniki badań, genetyczne, neurologiczne, metaboliczne, że jak pomoże nam nasza logopeda, to wtedy Mikołaj niejako "z urzędu" będzie wpisany na listę przyjętych. Oby. Bo o innym przedszkolu na razie nie myślę. A jak na razie dostaliśmy nową porcję skierowań, nowych badań do wykonania. Jestem baaardzo ciekawa, jak długo przyjdzie nam czekać np. na wizytę w poradni neurologicznej, metabolicznej czy genetycznej, oraz na kiedy będzie termin u logopedy. A o tym, nie omieszkam poinformować w oddzielnym wpisie :) A jestem ciekawa, bo i mnie czeka operacja, a terminy są powalające - od 1 roku do 3 lat... A ZUS jego .... płać... Zakaradam się jak myśliwy, cichcem, cichcem i znienacka, łapię stękającego Mikołaja i sadzam na nocnik. Już parę razy udało nam się upolować :) Jednak w większości wypadków Mikołaj na widok nocnika ucieka, na pytanie chcesz siusiu odpowiada nie!, a posadzony na nocnik siedzi tak długo, aż na pupie robią się odciski. I potrafi nie siusiac 4 - 5 godzin, aż w końcu ja się poddaję a wtedy co robi mój syn starszy? Siusia... Tylko że nocnika nie ma, a na pupę założone są spodenki... Ciężkie jest życie mamy :) Mikołaj dostrzega brata. Czasem nawet pozwala mu się pobawić swoją zabawką. Czasami nawet poda upuszczoną zabawkę. A czase nawet, ku eufori Jeremiego, daje mu całuska. Podchodzi do syna młodszego, łapie go za głowę, przechyla i serwuje cmokasa w policzek. Jeremi wniebowzięty. I nie przeszkadza mu nawet niedelikatność brata. A dla wszystkich robiących teraz "achhhhhhh", mam złą wiadomość. Mikołaj nie do końca robi to z dobroci serduszka, on to robi, bo wie, że kiedy da Jeremiemu cmokasa, ja porzucę wszystko i przybiegnę zachwycać się Mikołajem. Taki mały cwaniak :D
piątek, 01 stycznia 2010
|
O autorach
Ostatnie notki
Zakładki:
Ale to już było
Mama czyta
Mama ma hobby
Medycznie
Multimedialnie
Szablon
Tata czyta
Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na tej stronie są chronione prawem autorskim, użycie ich bez pisemnej zgody autora jest zabronione!
![]() <
< Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back! ![]() ![]() ![]() | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||